Przez zachodnie szkoły przetoczyła się ostatnio debata na temat żywienia uczniów – tym gorętsza, że ze spektakularnym udziałem takich gwiazd kulinarnych jak Jamie Oliver (kampania Feed Me Belter) i amerykańskie Two Angry Moms. Wszystko to po to, by zabronić fast foodom wstępu na teren szkoły i tym skuteczniej walczyć z rosnąca wśród dzieci plagą otyłości.
W ten trend walki z niezdrowymi nawykami żywieniowymi dzieci wpisują się działania koncernów producenckich (Masterfoods zadeklarował, że nie będzie kierował reklamy swoich produktów do dzieci poniżej 12. roku życia), a także wewnętrzne regulacje mediów. Amerykańska telewizja dla dzieci Nickalodeon wypuściła ostatnio oświadczenie, że nie będzie emitować kreskówek i programów dla dzieci, których bohaterowie występują w reklamach fast foodów.
Tymczasem badania pokazują, że dzieci nie dość, że chętnie sięgają po niezdrowe jedzenie, to jeszcze chętniej po zapakowane w oryginalne kartoniki z logo np. McDonalds.
Na ciekawy w tym kontekście pomysł wpadli Holendrzy – firma Lunch4kids pakuje zdrowe, pełnowartościowe posiłki w wzorowane na zestawach Happy Meals z McDonalda.
Rodzice mogą zamawiać online lunche dla swoich dzieci uwzględniając ich upodobania, ale także względy zdrowotne (np. diety i alergie).
Pomysł był na razie wdrażany przez pięć miesięcy wpięciu szkołach podstawowych w Holandii. Spotkał się z dużym uznaniem rodziców, którzy twierdzili, że możliwość zamówienia pełnowartościowego posiłku dla ich dziecka łagodzi w znacznym stopniu poranny stres związany z wyprawianiem dziecka do szkoły (czy przypadkiem nie skończyło się pieczywo? Czy w lodówce jest sok dla dziecka?).
Koncerny Danone i Unilever już szukają sposobu na włączenie się do programu. Trudno się dziwić – wygląda na to, że jedzenie w szkołach to dobry biznes, a w kontekście wycofywania ze szkół automatów z batonami i napojami, paczka ze zdrowym drugim śniadaniem może okazać się żyłą złota.
http://www.lunch4kids.com
Źródło: www.yoof.pl